Urodziłam Leona jako skrajnego wcześniaka. Zamiast pierwszego płaczu, usłyszałam krzyki lekarzy walczących o życie mojego syna. Każda sekunda oddalała nas od siebie. Potem było tylko gorzej… Zamiast czuć moją bliskość, Leon trafił na OIOM, przeszedł dwie poważne operacje. Śmierć chciała nas rozdzielić, lekarze cudem przywrócili mu bicie serca! Trafił do inkubatora, został podpięty pod respirator i koncentrator tlenu.
W trybie pilnym wykonano zabieg tracheostomii i założono mu PEG. Tylko dzięki temu może jeść i pić.
Pojedynek ze śmiercią zostawił na nim straszne piętno. Leonek ma poważne problemy z oddychaniem. Ciężka dysplazja oskrzelowo-płucna i obustronna odma powodują, że każdy oddech mojego synka to ogromne zagrożenie. Pojawiają się duszności, nadmiernie przyśpieszone tętno i silne bóle w klatce piersiowej. Dodatkową walkę toczymy z licznymi naczyniakami na skórze i wątrobie oraz bardzo poważną wadą wzroku. Boję się, że mój syn utraci wzrok całkowicie. Choroba zabija moje dziecko! Tylko profesjonalny sprzęt medyczny oraz specjalistyczna, intensywna rehabilitacja są w stanie mu pomóc. To dla niego jedyna szansa na przeżycie.

Umieram z rozpaczy! Dźwigam na barkach ogromny ciężar. Leonek walczy o życie, a my walczymy o niego, bo jeśli stracimy synka, stracimy sens istnienia. Choć nie brakuje mi siły i miłości, brakuje pieniędzy. Leczenie Leona każdego miesiąca pochłania ponad 2000 zł.
Błagam, pomóż. Przyszłość Leonka jest w Twoich rękach.
Mama